Motywacja do treningu dla dziewczyn, jak ją znaleźć?

Nie ma nic bardziej deprymującego i zniechęcającego, niż tygodnie treningów na siłowni lub w domu i brak jakichkolwiek widocznych czy namacalnych efektów. Po raz enty sprawdzamy czy wszystko robimy jak należy – długość naszego treningu, rodzaje ćwiczeń ilości powtórzeń, dietę. Wszystko wydaje się być ok. Niestety, zarówno waga jak i sylwetka pozostają bez zmian.


Deprecated: strpos(): Passing null to parameter #1 ($haystack) of type string is deprecated in /home/platne/serwer291163/public_html/wformiepo40.pl/wp-content/plugins/easy-testimonials/easy-testimonials.php on line 2163

Dlaczego? Co robimy źle? Czy coś w ogóle robimy dobrze? Czy warto się było tak męczyć? Czy dalsza praca w ogóle ma sens? W poniższym wpisie spróbuję Was uspokoić oraz wyjaśnić dlaczego czasami, mimo katorżniczej pracy (a może właśnie z jej powodu), może być tak, że efekty nie pojawią się od razu. A w skrajnych przypadkach w ogóle.

Szybkie efekty to najlepsza motywacja do treningu dla dziewczyn, jak do nich doprowadzić?

W innym wpisie na tym blogu wspominałam jak wielką motywacją i zachętą do treningów są w miarę szybkie efekty ćwiczeń. Faktycznie, w wielu przypadkach widoczne wyniki naszych starań o lepszą sylwetkę, samopoczucie lub wagę, mogą pojawić się relatywnie szybko. Szczególnie w przypadku, kiedy przed rozpoczęciem gimnastyki prowadziłyśmy raczej mało aktywny tryb życia. Pierwsze ćwiczenia aerobowe, spacery i treningi kardio, mogą dać nam błyskawiczne niemalże efekty dzięki lepszej sprężystości mięśni czy poprawy przemiany materii i związanym z tym uczuciem lekkości oraz „zbicia” ciała. Ale może się też zdarzyć tak, że pomimo regularnych i wytrwale powtarzanych treningów, żadne widoczne rezultaty się nie pojawią. To zjawisko z kolei częściej przytrafia się tym z nas, które usilnie próbują schudnąć i codziennie stają na wagę. Tymczasem wskazówka ani drgnie. Co mogło pójść nie tak?

Nieodpowiednia dieta to najczęstszy błąd, największa motywacja do treningu nie pokona błędów na tym obszarze.

Choć przyczyn powyższego stanu rzeczy może być tyle ile trenujących kobiet, z doświadczenia mogę powiedzieć, że najczęstszą przyczyną braku rezultatów kobiecych treningów jest po prostu zła dieta. I zazwyczaj błąd ten wcale nie wynika z pobłażania sobie albo oszukiwania samej siebie (przecież to tylko jeden batonik, szybko go spalę). Z reguły wynika po prostu z nieznajomości ilości kalorii w danym produkcie oraz znajomości swego ciała pod kątem lepiej lub gorzej przyswajalnych pokarmów. Często bywa tak, że kobiety nie pamiętają o małych i dużych porcjach jedzenia pomiędzy właściwymi posiłkami. Tutaj coś skubną, czymś się poczęstują, ktoś w pracy ma urodziny i akurat rozdaje ciasto… Takich nieświadomych okazji może być dużo. Wiele z nas wciąż uważa na przykład, że napoje nie mają pewnie żadnych kalorii. A to duży błąd. Słodkie napoje generalnie zawierają mnóstwo cukru, podobnie jak sosy do sałatek. Podobnie często, żeby zaspokoić głód na diecie, pożeramy ogromne ilości owoców, które w takich dawkach nie są wcale takie niskokaloryczne… I niestety, wiele z nas nie przyjmuje do wiadomości, że tradycyjne, domowe, dwudaniowe obiady są po prostu bardzo kaloryczne. A polska kuchnia… najzwyczajniej tłusta.

Jak lepiej się kontrolować? Niestety, konieczna będzie ścisła analiza tego co, ile i kiedy jemy. Choć może się to wydać zabawne, niegłupim pomysłem będzie dokumentowanie w formie pisemnej (na przykład w zeszycie)  kiedy i co jadłyśmy, wraz z orientacyjną ilością kalorii. Nie chodzi o to, żeby wpaść w chorobliwe wyliczanie każdej porcji i noszenie ze sobą wszędzie wagi kuchennej. Raczej o oszacowanie ile pustych kalorii „wpada” nam, kiedy nie jesteśmy tego nawet świadome. Naprawdę możemy się zdziwić. Ważne żeby być z sobą uczciwym, szczególnie na początku. Wszystko to wszystko. Każdy pominięty gryz czy cukierek może zafałszować nasz wynik. Dobrze też mieć świadomość faktu, że nie bez znaczenia jest sama ilość pożywienia, ale jego rodzaj oraz czas, w którym je przyjmujemy. A nawet to, że go nie przyjmujemy. Wiele kobiet wychodzi założenia, ze podczas treningu na zrzucenie wagi trzeba się nieco przegłodzić – wtedy cały proces przebiegnie szybciej. Nic bardziej mylnego. Przyjmowanie zbyt małej ilości kalorii tylko spowolni nasz metabolizm. Z początku może to przynieść efekt, ale po jakimś czasie waga się zatrzyma, a wygłodzony organizm zacznie gromadzić kalorie na „gorsze czasy” i po prostu zaczniemy tyć. Dlatego też uczciwie i rzetelnie prowadzona dokumentacja porcji jedzenia i kalorii to nasz najlepszy przyjaciel.

Prawidłowo dopasowany trening to szybsze efekty i większa motywacja do treningu

Drugim z najczęściej powtarzanych przez żądne szybkich efektów, trenujące panie, jest źle dobrany trening. Mimo, że w sieci istnieje mnóstwo poradników (na tym blogu też znajdziesz wskazówki odnośnie treningu w domu, doboru zestawów ćwiczeń i najlepszych ćwiczeń dla kobiet), można się w tym wszystkim zgubić. Częstym błędem kobiet, które chcą ujędrnić uda, brzuch czy pośladki, jest wykonywanie tylko sekwencji brzuszków lub przysiadów, nawet bez rozgrzewki. Albo bezrefleksyjne powtarzanie tylko szóstki Weidera, mimo sporego otłuszczenia. Zdarza się i pobłażanie sobie, wykonywanie ćwiczeń za szybko, w krótkich seriach, płytko lub wydatne skracanie treningu. Tłumaczymy się same przed sobą gorszym dniem, słabą dyspozycją i obietnicami „nadrobienia w przyszłości”. Niestety, tak to nie działa. Trzeba też pamiętać, że osoby zrzucające wagę nie mogą pozostawać tylko przy treningach wytrzymałościowych (kardio), ale powinny przechodzić na interwałowe. A te mogą okazać się wymagające. Dlatego często wiele z nas próbuje najzwyczajniej jakoś je „przetrwać”. Źle wykonane serie nie przyniosą oczekiwanego efektu, a jeśli do tego dochodzą zauważalne ustępstwa w diecie… Błędne koło braku rezultatów się zamyka.

Treningi ogólnorozwojowe, treningi kardio, ćwiczenia aerobowe, treningi interwałowe… Uff! To naprawdę sporo nowych pojęć. A do tego jeszcze dochodzi dieta. Zgranie tego wszystkiego ze sobą dla osiągnięcia optymalnych efektów może być trudne. Jeśli mimo tego, że naszym zdaniem trenujemy poprawnie i precyzyjnie liczymy kalorie, efektów nie ma – być może warto jednak zaufać specjaliście i wynająć trenera personalnego. Choć jest to pewien wydatek (wcale nie taki duży), profesjonalny trener personalny potrafił będzie idealnie dobrać ćwiczenia oraz dietę dla każdej z nas. Dzięki niemu unikniemy zbędnych wydatków na niepotrzebne sprzęty, kursy video i zajęcia zbiorowe. Trener personalny ponadto zmobilizuje i dopilnuje, żeby wszystkie ćwiczenia zostały wykonane prawidłowo i w odpowiednim czasie. To inwestycja w zdrowie, która szybko się zwróci.

Równie ważna co motywacja do treningu jest cierpliwość, na spektakularne efekty trzeba trochę czekać

Istnieją jednak i takie przypadki, kiedy mimo tego, że wszystko robimy prawidłowo, rezultaty się nie pojawiają. Co wtedy zrobić? Przede wszystkim nie zniechęcać się, nie rezygnować i nie wpadać w panikę. Czasem problem leży w błędnych pomiarach wagi czy obwodu talii. Dzienne wahania masy ludzkiego ciała mogą sięgać nawet 3.5 kilograma. Widać zatem jak łatwo dać się zwieść regularnemu stawaniu na wadze. Lepszym sposobem jest mierzenie talii, ale i tutaj można się pomylić – wystarczy wypić coś gazowanego. Warto robić sobie zdjęcia w tygodniowych odstępach i porównywać je w skali przynajmniej miesięcznej. Ale przede wszystkim – warto nie być w tym wszystkim dla siebie zbyt surowym.

A jeśli mimo to widocznych efektów brak, pamiętajcie, że nie ma takiego ruchu i wysiłku fizycznego, który nie przysłużyłby się Waszym organizmom lub poszedł na marne. To zawsze jest zdrowe, więc najlepiej po prostu się nie zniechęcać i robić dalej swoje. To działa, nawet jeśli tego nie widać. Jeśli waga lub sylwetka „nie ruszają”, na pewno poprawia się ogólna sprawność, kondycja, zwinność i przemiana materii. Po prostu róbmy dalej swoje nie czekając na nagrodę. Czasem droga do celu może być więcej warta niż sam cel. Cierpliwość i wytrwałość to także ważne treningowe cnoty. Aktywność fizyczna powinna ćwiczyć zarówno ciało, jak i nasz charakter.

Jeśli po analizie swojej diety lub treningu zauważyłyście, że jednak sobie pobłażałyście, broń boże o nic się nie obwiniajcie. Potraktujcie poprzedni okres jako „mały krok, od którego zaczniecie swą najdłuższą podróż” i… przebierajcie się do kolejnego treningu!